Szkoła modlitwy odc. 2

Dnia .

HIERONIMIANUM (II)

Bądźmy cierpliwi: nigdy sukces, natychmiastowa skuteczność czy aprobata świata nie pozwolą na osiągnięcie największego zwycięstwa, nie pozwolą nam istnieć w miłości.  Takiego istnienia należy szukać w codzienności, stawiając uparcie pytania pełne pokory i ufności. Przykładem takiego cierpliwego życia jest kard. Robert Sarah.

Jego rozważania o wierze, Bóg albo nic, mogą stanowić podręcznik życia chrześcijańskiego. Kardynał z Gwinei (Afryka Zachodnia) łączy w sobie przenikliwość spojrzenia z ogromną pracowitością, z modlitwą i kontemplacją. Przypomina nam, że celem życia jest być bardziej autentycznym świadkiem odwiecznej Światłości, a świat oderwany od Boga popada w dekadencję i ruinę. Że kontemplacja jest rzeczywistym trwaniem serce w serce z Bogiem, w ciszy i samotności. Uczy, w jaki sposób przeżywać Mszę świętą: „Kościół jest stworzony po to, aby wielbić i adorować Boga. Bez Boga jest niczym. Liturgia nie może być wytworem osobistej twórczości. Jeśli sprawujemy liturgię dla samych siebie, oddala się ona od tego, co Boskie, staje się żałosną, pospolitą i nudną grą teatralną”. I stanowczo upomina kapłanów: „Po takiej celebracji wierni rozchodzą się do domów, nie spotkawszy Boga osobiście i nie wsłuchawszy się w Niego w najtajniejszej głębi swego serca. Brakuje owego kontemplacyjnego i milczącego twarzą-w-twarz z Bogiem, który nas przemienia i przywraca nam energie”. Bez pokornej i wiernej służby Bożej, wszystko traci sens – najważniejsze chwile życia to godziny modlitwy i adoracji.

Biskup z Afryki nie jest jednak pesymistą, chociaż dostrzega krzykliwość rozmaitych laickich i liberalnych doktryn, to ufa, że mody – jak to mody – wkrótce przeminą, i nie wolno ogłaszać „agonii katolicyzmu”, ponieważ piękno Kościoła nie tkwi w liczbie jego wiernych, ale w ich świętości. Tym, co pozwala nam wiernie trwać przy Chrystusie i Jego Kościele jest duch prawdziwej kontemplacji. Przywołując świętego Bernarda, wielkiego czciciela Matki Najświętszej, kard. Sarah naucza: „Wierny żołnierz nie czuje swoich ran, kiedy z miłością kontempluje rany swojego Króla”. Patrząc z miłością na Ukrzyżowanego, kontemplując Jego rany z Golgoty, przestaję celebrować własne słabości, troski i problemy. Iskierki mojego cierpienia roztapiają się w ogniu miłosierdzia Syna Bożego. Słuchając Boga, w ciszy i samotności, potrafię uwolnić się od zgiełku i hałasu, którym współczesny świat nieustannie bombarduje moje wnętrze. Zamiast udziału w pustej gonitwie za iluzją natychmiastowego szczęścia, otrzymuję wewnętrzny pokój, obecność Ducha Bożego, który pragnie zamieszkać w mojej duszy. Warto zatem posłuchać rad kard. Saraha:

 

Nie ma prawdziwej radości bez modlitwy.

Wolność jest nam dana, kiedy w wolności wybraliśmy Boga.

Chrzest wymaga pewnego rodzaju codziennej aktualizacji.

Bóg nie żąda ode mnie sukcesu, ale miłości.

 A prawdziwa miłość przechodzi wpierw nie przez słowo, ale przez serce.

Człowiek, który ignoruje Boga zmierza do własnej zguby.

Bóg chce, byśmy odnaleźli mądrość i pokorę.

Nigdy nie zapominajmy o chwili śmierci Jezusa.

Bóg nam obiecał, że zło nie napisze ostatniego słowa historii ludzkości.

 

Warto stać się uczniem w szkole duchowości, w której autor dzieła Bóg albo nic wyjaśnia nam sens prawdziwej modlitwy. Zdaniem kardynała modlitwa nie jest chwilą magii, polegającą na przedstawieniu Panu Bogu takiej czy innej skargi, żeby „poprawić swoje samopoczucie”. Modlitwa jest milczeniem dziecka, które zwraca swe spojrzenie wyłącznie na Boga. Na modlitwie ważne są nie nasze słowa, ale umiejętność milczenia, aby pozwolić mówić Duchowi Świętemu, słuchać Go, jak błaga i wstawia się za nami. To Bóg musi być wszystkim w modlitwie, a ja mam stawać się maleńkim nic. Pokornym uczniem, który z głębokości swej pustki błaga Boga, który jest wszystkim. Szkoła modlitwy to trudna szkoła, bowiem modlitwa wymaga czasu. Aby „zaprzyjaźnić się” z Bogiem, który jest wieczny, potrzebujemy mądrego planowania chwil, które nazywamy życiem. Potrzebujemy zatrzymania naszej aktywności, by wejść w milczenie i samotność przed Panem czasu. Tymczasem my wciąż z zapamiętaniem usiłujemy wiele robić, wiele mówić, wiele myśleć. Mieszkanie Boga wypełniamy takim hałasem… To „mieszkanie” Boga to dusza człowieka, która jest jedynym miejscem modlitwy. Nie umysł, nie serce – ale dusza, nieśmiertelna dusza w której Pan Bóg pragnie być nieustannie obecny. Przez modlitwę pozwalamy, by Bóg wyrył na naszej twarzy blask swojego Oblicza. Modlitwa to odpowiedź na to pragnienie i tęsknotę Boga – modlić się to wejść w wolę Boga. Oczywiście, nasza pycha i egoizm potrafią zbudować mur pomiędzy nami a Bogiem. Potrafimy wielbić kłamliwe i obłudne doktryny i filozofie, myśląc, że to one zbawiają świat. A przecież, jak uczy Benedykt XVI, to nie ideologie zbawiają świat, ale święci i ich wielkie, łagodne światła. Modlitwa Kościoła, modlitwa świętych, którymi jesteśmy, bowiem Krew Chrystusa obmywa każdego z nas z grzechu. Tylko Jemu należy się uwielbienie i chwała, nie wolno sakralizować tego, co nie może być sakralizowane.

To wielkie powołanie do życia duchowego, do prawdziwej świętości, nie oznacza, że wierzący nie musi dźwigać swojego codziennego krzyża niepokoju i zwątpienia. Wyjaśniając nasze „problemy” z modlitwą, kard. Sarah cytuje pisma Małej Tereski, świętej Teresy z Lisieux: „Już nawet nie wiem, czy wierzę w to, co śpiewam”. Nie wiem, czy wierzę, ALE ŚPIEWAM! Bardziej bowiem ufam Bogu, który jest, niż zwodniczym odczuciom własnej nicości. Śpiewam i wiem, że noc zwątpienia przeminie, a radość Poranka Zmartwychwstania rozjaśni moje serce. W tej pokornej i ufnej postawie rodzi się duch kontemplacji. Duch prawdziwie głębokiej modlitwy, którą z wielką prostotą definiuje kard. Sarah: Modlić się to patrzeć na Boga i pozwolić, żeby On na mnie patrzył…