Szkoła modlitwy odc. 5

Dnia .

HIERONIMIANUM (V)

Umiłowanie prawdy, wbrew wszystkiemu, prowadzi nas do życia wiernego Bogu. Jak uczy Ojciec John Chapman: Nic nie jest tak proste, jak życie duchowe. „Chapman…? – zapyta ktoś – nie słyszałem!” Otóż właśnie Chapman, John Chapman, który w dzieciństwie był chorowity i dlatego rodzice musieli sprowadzać mu nauczycieli. A on słuchał tych prywatnych lekcji, a pomiędzy – czytał, czytał i czytał. Mnóstwo książek angielskich, francuskich, niemieckich i włoskich. Taki mały poliglota. Potem pojawił się na Oxfordzie, a jeszcze później porzucił anglikanizm na rzecz świętej wiary katolickiej (7 grudnia 1890). Czyli prawie jak kard. John Newman.

Myśląc o Chapmanie, próbujmy wskrzesić w naszej pamięci obraz znanego aktora, który był największą gwiazdą kina niemego: Charlie Chaplin i jego nieśmiertelny melonik. Zdaje się, że najkrótszy opis „doktryny” Chapmana brzmi następująco – życie człowieka przypomina nieme kino, ale dzięki modlitwie odzyskujemy głos i wszystko nabiera kolorów. Więcej, modlitwa to najbardziej naturalna sprawa i najłatwiejsze zadanie dla homo sapiensa. Już słychać niezadowolenie mistrzów duchowości, którzy usiłują wyjaśniać w swoich podręcznikach kolejne etapy i wtajemniczenia! Chapman spokojnie odpowiada: wystarczy trwać spokojnie przed Bogiem, ignorując własny intelekt, wyobraźnię i uczucia, po prostu być zadowolonym z własnego niezadowolenia. Módl się, jak potrafisz i nie próbuj modlić się tak, jak nie potrafisz. Włącz prostotę i pozwól działać Bogu, nie przejmując się swoją niedoskonałością duchową. To On jest doskonały, a ty masz być wierny.

Zdaniem angielskiego benedyktyna – który uwielbiał grać na fortepianie utwory Szopena (Chapman – Chopin, to brzmi dość pokrewnie), a grał w krótkich przerwach pomiędzy „naukami”, udzielanymi młodym adeptom filozofii, teologii, klasyki i historii sztuki (przeor był naprawdę wszechstronny) – nie wolno troszczyć się i niepokoić o szczegóły. Z modlitwą jest jak z bieganiem: jeśli chcesz biegać, to biegnij; „na ogół zaczynamy od metod, pomysłów, aktów pobożności, rozmyślań, rozważań i rachunków sumienia. Niewiele z tego znano przed szesnastym wiekiem, a zupełnie nic przed trzynastym”. Dodajmy, że wiek szesnasty to złoty wiek duchowości (Jan od Krzyża, Teresa Wielka), a trzynasty to wiek mistycznej scholastyki (Tomasz z Akwinu, Bonawentura). Święci karmelitańscy i uczeni dominikańscy to wielcy mistrzowie modlitwy, w naszej prostocie i pokorze nie miejmy zamiaru z nimi rywalizować. Najprostszy sposób modlitwy jest najlepszy, uczy Chapman. Ale bądźmy regularni, bowiem duchowość nie jest kwestią rozumu i uczuć, jest decyzją, która prowadzi nas przez życie – modlitwa zawsze oznacza modlitwę woli. Nie wolno jej oddawać w swawolę „nie mam ochoty”, „jestem zmęczony”, „pokonała mnie depresja”. Im mniej się modlisz, tym gorzej to idzie, bowiem jedyny sposób na modlitwę to sama modlitwa. Myślę, że to dzięki nieustannej modlitwie (przywołajmy naszą „codzienną kontemplację”) Ojciec John potrafi przekazać w swoich listach te proste nauki:

 

Byłoby to coś strasznego modlić się dlatego, że modlitwa sprawia nam radość.

Mamy modlić się dla chwały Bożej, a nie dla własnej przyjemności.

To wielki przywilej służyć bez przyjemności ani nagrody.

Wydaje się to nudne i banalne, ale to jest właśnie próba.

Im mniej wpatrujemy się w siebie, tym lepiej.

Wielkim błędem byłoby robienie tragedii z rzeczy drobnych.

Zawsze wolimy jakąś wyimaginowaną próbę od tej, która nas spotyka.

Jeśli modlitwa staje się tylko cierpieniem, to tym lepiej.

 

Czytanie listów Johna Chapmana nieodmiennie wprowadza mnie w doskonały humor. W liście datowanym 28 stycznia 1917, jako kapelan wojskowy (wszak to Wielka Wojna) Chapman ironizuje: „Zimno jest dokuczliwe! Przez tydzień mieliśmy bezchmurne niebo i wiele stopni mrozu. Nie lubię mieszkać w namiocie jak Abraham, Izaak i Jakub”. W innym miejscu narzeka, że szukamy „prawdziwej orgii samozadowolenia”, zamiast pokornie poddać się Bogu. Na modlitwie trzeba jak najmniej myśleć i jak najmniej mówić. I jeszcze uczyć się pokory. Co prawda jestem nikim, ale Pan Bóg chce być blisko, pragnie zamieszkać w mojej duszy. I On tego dokona, pomimo moich słabości. Reasumując, rada Chapmana jest zaskakująco optymistyczna: życie kontemplacyjne jest łatwiejsze niż myślisz.